Biskup Józef Zawitkowski o Pani Łąkowskiej

Dziś 1 maja. Chwalcie łąki umajone…!
Cała Polska rozmodlona śpiewa
w kościołach, przy krzyżach i kapliczkach
przydrożnych Litanię loretańską
i pieśni maryjne. Piękny jest polski maj.

Skoro śpiewamy pieśni o łąkach umajonych,
to przenieśmy się dziś
do Matki Boskiej Łąkowskiej,
w Nowym Mieście Lubawskim.
O, jaka śliczna jest figura Matki Boskiej
Łąkowskiej w głównym ołtarzu
lubawskiej świątyni.
Cała w złocie, w królewskim płaszczu,
cała w majestacie.
Dzieciątko drapie sobie nóżkę — jak dziecko.
Cały tron
Matki Bożej kapie od wotów, złota, korali.
Kościół piękny, zadbany.

Łąki były ponoć miejscem starego, pogańskiego
kultu. W XIII wieku jeszcze pobożni Krzyżacy
zbudowali w Łąkach kaplicę. Tu właśnie dzieci
pasące bydło nad Drwęcą zobaczyły figurę
Matki Bożej, co płynęła w górę rzeki.
Zatrzymała się w Łąkach.
Ludzie wyłowili figurę
i zanieśli do kościoła w Nowym Mieście.
W nocy figura zniknęła. Nazajutrz kulawi żebracy
zobaczyli Ją na przydrożnym drzewie.
Upadli na kolana, zostali uzdrowieni,
ale mieli zanieść bratu Janowi prośbę:
Tu zbudujesz mi kościół dla pociechy ludu
pobożnego. Tak się stało. Matka Boska
obroniła tutejszą ludność przed Reformacją,
a Łąki stały się zachodniopruską Częstochową.

Car położył kres wszelkim pielgrzymkom.
Spalono kościół. Uratowano jednak figurę.
Uroczyście przeniesiono Ją do fary
w Nowym Mieście Lubawskim.

Miałem łaskę, że płynąłem Drwęcą
z całą pielgrzymką łodzi i kajaków,
z Nowego Miasta do Łąk, a w pierwszej łodzi
była Matka Boska Łąkowska.
W Łąkach Msza święta.
Wieczór, morze świec,
dywany łąkowych kwiatów
i śpiew: Chwalcie łąki umajone…

Tu naprawdę Łąki są umajone.